niedziela, 30 października 2011

Odbudowa Chryslera '69

    Dla wszystkich śledzących moje motoryzacyjne poczynania mam kilka informacji,  którymi chcę się dzisiaj podzielić. Niesienie pomocy potrzebującym związanych z tematem kupna, rejestracji, użytkowania, a przede wszystkim renowacji pojazdu zabytkowego to najważniejsze założenia prowadzenia strony ACC. Przeprowadzając renowację Chryslera 300 z 1969 roku zbieram doświadczenie oraz przecieram szlaki kolejnym osobom zarażonych odbudową swoich zabawek. Chcę nie tylko polecać firmy, którym można zaufać i oddać swoje "marzenia" w bezpieczne ręce ale również odradzić firmy, które wykorzystały do granic moją cierpliwość nie wywiązując się ze zleconych prac.
Zdjęcie nr 1. Rozformowanie kontenera
      Pasja jest czymś co wielu osobom towarzyszy w życiu. Opisywane wcześniej przeze mnie na stronie sytuacje dotyczą samych pozytywnych rzeczy. Tym razem jednak chcę pokazać jak jest na prawdę. Pasja to niestety przede wszystkim stawianie czoła wielu problemom, których rozwiązanie daje wiele satysfakcji. Minusem często towarzyszącym tym zagadnieniom jest aspekt ponoszonych kosztów z nimi powiązanych.
      Renowacja Chryslera zabrała mi już 4,5 roku. Niestety większość czasu to zmaganie się z nierzetelnymi, niekompetentymi często naciągającymi na koszty wykonawcami zleconych prac renowacyjnych. Auto sprowadziłem na początku 2007 roku i wyglądało jak na zdjęciu obok. Po wyciągnięciu silnika w celu kompletnego jego odświeżenia zdecydowałem o doprowadzeniu do porządku komory silnikowej, w której znajdowała się, co się później okazało, w agonalnym stanie półrama. Zgnite punkty w miejscach mocowania jej z nadwoziem.
Zdjęcie nr 2. W trakcie prac w warsztacie pierwszym
    Trudna była decyzja ale zapadła i zająłem się odbudową całego pojazdu od podstaw. Pierwszy warsztat rezebrał auto na części pierwsze i niestety na tym się skończyło. Próbowałem przez okres 3 lat mobilizować blacharza do wykonywania prac niekończącymi się telefonami jak również spotkaniami, które nie pomogły. Czas nieubłaganie płynął nie wspominając o tym, iż auto przez ten cały okres stało pod tzw. chmurką. Na początku zeszłego roku auto wyciągnąłem w stanie jak na zdjęciu obok ze śladem jakie pozostawiło po sobie przywalone na samochód drzewo.
  W kwietniu 2010 roku auto trafiło do Grudziądza, w którym w czasie około 2 miesięcy polecony warsztat miał uporządkować prace blacharsko-lakiernicze. Owszem warsztat wykazywał się postępami prac ale 2 miesiące przerodziły się w 1,5 roku, a to co zostało wykonane pozostawiało wiele do życzenia. Krótko mówiąc, szpachli nie żałowano!
Zdjęcie nr 3. Prace w Grudziądzu
   Powtórzyła się sytuacja "wiszenia" na słuchawce, wysłuchiwania co raz to nowszych obietnic blacharza, próśb o dokonywanie płatności za prace, które stały w miejscu oraz bezowocne wycieczki do Grudziądza były powodem ściągnięcia pojazdu z powrotem do Gdańska. Bardzo dziś ciężko o jakiegokolwiek dobrego fachowca. Pracuję w branży motoryzacyjnej ale pomimo tego jednak ciężko jest kogoś znaleźć czy tez polecić bez obaw. Natomiast jeśli chodzi o prace blacharskie to ja również podpisuję się pod powiedzeniem, że dziś ciężko o blacharza są tylko "wymieniacze" oraz artyści, których głównym narzędziem jest szpachlówka!
        Obecnie auto stoi w trzecim warsztacie w Gdańsku. Co będzie dalej? Zobaczymy! Na tą chwilę jestem miło zaskoczony obsługą i pierwszymi wykonanymi pracami. Prace trwają i jest co robić gdyż ździerane jest to co powstało u poprzednich "fachowców". Nie mając jeszcze wiedzy, z którego
Zdjęcie nr 4. Obecne poprawki w gdańskim warsztacie
warsztatu będziemy dziś usatysfakcjonowani w 100% na pewno zainteresowanym wskażę warsztaty, których z własnego doświadczenia nie polecę nikomu. Teraz wiem jak ciężko jest w naszym kraju odbudować pojazd. Mam nadzieję, że dzięki również doświadczeniu moich znajomych będzie można wyeliminować pseudo fachowców, a wskazać warsztaty na prawdę z powołania, godne polecenia. Oczekuję z niecierpliwością zakończenia prac przy swojej 300-tce. Zdam na pewno relację o efekcie końcowym z jakim Chrysler opuści obecny warsztat. Jeden z kolejnych postów, do którego już teraz zapraszam będzie dotyczył elementów ozdobnych, które wysłałem do chromowania... Niestety, trafiłem na kolejną nieprzyjemną niespodziankę!

3 komentarze:

  1. Skąd ja to znam. Moją Warszawą zajmowało się dwóch lakierników, pierwszy jak skopał robotę to oczywiście robił problemy z poprawkami, efektem tego była wizyta Warszawy u drugiego specjalisty. Ten chociaż zdawał sobie sprawę ze na gołą blachę trzeba dać "epoksyda". Prace po dwóch latach skończyły się zabraniem Warszawy z efektem wyszpachlowania profili drzwiowych. Tak w sumie minęło 5 lat. Teraz wziąłem się sam za nią i "jak nic nowego nie wyskoczy" Warszawa pojawi się na ulicach Gdańska w przyszłym roku.
    Życzę podobnego finału przy 300-tce. Miras

    OdpowiedzUsuń
  2. Adrian cos mi sie wydajes ze nie masz pieniedzy na renowacje tego auta albo jestes miekki i nie jestes w stanie wyegzekfowac od swoich blacharzy tego co obiecali ci w dniu kiedy przyprowadziles do nich swoje auto. Jestem przekonany ze Twoi fachowcy zrobili w tym czasie kilkadziesiat innych aut tylko nie Twoje. Ciekawe dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mnie oceniać własną osobę. Cieszy mnie fakt, bo z tego wynika, że jest więcej osób, które potrafią walczyć o swoje. Natomiast chyba nie o to chodzi aby po ustaleniu zakresu prac i zapłaceniu trzeba było "szarpać" się o swoje.

    OdpowiedzUsuń